Autobus odjeżdżał o 9:20 z dworca. Rano się zrobił zgrzyt w recepcji, bo dzień wcześniej recepcjonistka poinformowała, że śniadanie (które było już zapłacone z góry) jest od 8:00, więc wszystko było zaplanowane. Lecz okazało się, że z okazji 1 listopada – jako święto – jest od 9:00. No to tyle, po śniadaniu, bo trzeba iść na autobus. Na dworcu wypijam szybką kawę i wsiadam do autobusu, który do La Línea de la Concepción jedzie około 1,5 godziny. Bilet kosztuje 11,15 euro.
W sumie na miejscu nie wiedziałam za bardzo czegoś się spodziewać, bo ten Gibraltar wyszedł dość spontanicznie. Po wyjściu z dworca wszyscy kierują się do przejścia granicznego i w stronę słynnego pasa startowego. Opuszczamy Hiszpanię i witamy w Wielkiej Brytani. Następnie główną ulicą Main Street idę stronę kolejki linowej Cable Car. Kolejka spora do kupna biletów, a jeszcze większa do samej kolejki. Około godziny czekania. Ale się udaje (koszt takiej przyjemności w 2 strony to 27 funtów). Skała Gibraltarska stanowi chyba najbardziej charakterystyczny symbol Gibraltaru. W pogodny dzień, rozpościera się widok na wybrzeże Afryki oraz długi pas hiszpańskiego nabrzeża. Ten dzień był wyjątkowo mglisty i mało co był widać ;D Bez wątpienia, najbardziej znanymi mieszkańcami Skały Gibraltarskiej są magoty gibraltarskie, wredne i niebezpieczne. W sekundę jeden z nich wskoczył mi na plecak odsuwając go i zabierając kanapkę !! Trwało to 1,5 sekundy ! W sumie dobrze, że kanapkę a nie portfel. Magoty gibraltarskie są dzikimi zwierzętami, a ich zachowanie może być nieprzewidywalne. Optymalnie, na zwiedzanie powinniśmy sobie przeznaczyć od 3 do 5 godzin. Ze skały schodzę pieszo, znowu do Main Street i w stronę pasa startowego, znowu przejście graniczne. Żegnamy Wielką Brytanię i witamy w Hiszpani. Punktualnie o 16:30 odjeżdża autobus ALSA, tym razem już do Malagi. Koszt biletu" 15,78 euro. Czas przejazdu – ok. 3 godzin.